Miłość mimo wszystko

0
906

MiłośćGdy widzimy młodą osobę na wózku inwalidzkim, najczęściej budzi się w nas ogromne współczucie. A czy taka osoba ma szanse na znalezienie bratniej duszy?

Miłość od przedszkola

Marysia i Paweł byli parą niemalże od przedszkola. Znali się bardzo długo. Bawili się razem w osiedlowej piaskownicy, chodzili do tej samej szkoły, ona śpiewała w parafialnej scholi, on w niej grał na gitarze. Mijały lata, a oni byli zawsze blisko siebie. W końcu z wieloletniej przyjaźni zaczęła rodzić się piękna miłość. Ich otoczenie podziwiało wartościowy i dojrzały związek tych bardzo młodych ludzi. Paweł został lakiernikiem samochodowym, Marysia znalazła pracę w miejscowym Urzędzie Skarbowym. Wyznaczenie daty ślubu było już tylko formalnością.

Przed tym dniem Paweł chciał jeszcze spełnić swoje wieloletnie marzenie. Był nim motor. Z zarobionych pieniędzy kupił sobie upragnionego ścigacza Suzuki Hayabusa. Prędkość 100 km osiągał w niecałe 3 sekundy. To właśnie ona stała się przyczyną tragedii.

Zbyt szybkie wejście w zakręt, poślizg i prędkość ponad 130 km na godzinę mogły mieć tylko jeden skutek. Wypadek Pawła skończył się ciężkimi obrażeniami. Uraz kręgosłupa sparaliżował go od pasa w dół. Lekarze nie dali żadnych szans na całkowity powrót do zdrowia. Chłopak leżał w bezruchu, przykuty do łóżka. Ślub został odwołany.
Marysia każdą wolną chwilę spędzała przy Pawle. Opiekowała się nim, pomagała w rehabilitacji, masowała bezwładne nogi. Tak mijały dni, tygodnie, miesiące.

I ślubuję ci miłość…

Pewnego dnia Paweł wypowiedział słowa, które Marysia będzie pamiętać do końca swoich dni. Oświadczył, że już jej nie kocha, że z nią zrywa, że chce być sam. Maria wiedziała, że to nieprawda. Chłopak chciał, by ułożyła sobie normalne życie, z normalnym mężczyzną.
Dziewczyna z płaczem przekonywała, że go kocha, że nie chce innego, że tylko z nim może być szczęśliwa. Po pięciu miesiącach byli już na ślubnym kobiercu. Ona w pięknej białej sukni z długim trenem, on w czarnym garniturze na wózku inwalidzkim.

Gdy wypowiadali słowa przysięgi małżeńskiej, licznie zgromadzeni w kościele krewni, przyjaciele i znajomi płakali. Niewątpliwie w ich ustach słowa „na dobre i na złe” brzmiały wyjątkowo przekonująco i wywoływały ogromne wzruszenie.

Potem jednak przyszedł czas na szarą codzienność. Paweł miał bardzo niewielką rentę, Marysia niewiele większe wynagrodzenie. Mieszkali w kupionym przez rodziców Marysi niewielkim domku za miastem. Wszystkie elementy wyposażenia wymagały dostosowania do potrzeb Pawła. Szersze drzwi, niższe szafki kuchenne, podjazd do domu, poręcze przy ścianach. Gdy przeszkody fizyczne zostały usunięte, przeszedł czas na dziecko. Niestety paraliż Pawła i brak wzwodu uniemożliwił im naturalne poczęcie. Znaleźli klinikę leczenia niepłodności i lekarza, który obiecał pomóc młodym małżonkom. Pobranie nasienia i In vitro to była jedyna szansa Marysi i Pawła. Skutek terapii był ekspresowy. Pierwsza próba zwieńczona została ciążą. Jak się później okazało – bliźniaczą.
Chociaż obawy przyszłych rodziców były ogromne, ich radości nie było końca. Po dziewięciu miesiącach na świat przyszli Piotruś i Malwinka. Życie całej rodziny zostało przewrócone „do góry nogami”. Dom był pełen przyjaciół, którzy codziennie pomagali młodym rodzicom. Zakupy, karmienie, noszenie na rękach, pranie kaftaników i gotowanie zupek. Ogromną pomocą służyli również świeżo upieczeni dziadkowie, szczególnie wówczas, gdy Marysia po macierzyńskim wróciła do pracy. Z czasem Paweł nauczył się godzić swoje kalectwo z opieką nad maluchami. Piotruś i Malwinka najbardziej lubiły wyścigi z tatą: one na rowerkach, on na swoim wózku.

Paweł okazał się najwspanialszym i najczulszym ojcem, jakiego mogłaby wyobrazić sobie każda kobieta. Ich życie było wyjątkowo poukładane. Ona do południa była w pracy, on z dziećmi. Po południu, ona robiła zakupy i zajmowała się dziećmi, on wykonywał ćwiczenia gimnastyczne. Wieczorami, gdy maluchy zasnęły, siadali przy lampce wina i tulili się do siebie. To była miłość, która przetrwała najtrudniejsze chwile i sprawdziła się w najbardziej ekstremalnych warunkach.

Miłość mimo wszystko

Większość z nas, na pytanie o gotowość związania się z osobą niepełnosprawną, odpowiedziałaby „nie”. Najczęściej padają argumenty typu: za duża odpowiedzialność, nie dam rady, nie potrafię. Tymczasem ludzie chorzy i niepełnosprawni są takimi samymi ludźmi, jak zdrowi. Mają takie same myśli, tak samo czują, tak samo pragną być szczęśliwi, tak samo chcą kochać i być kochani.

Małżeństwo z osobą kaleką nie musi być skazane na niepowodzenie. Wręcz przeciwnie, jest to związek dużo silniejszy i trwalszy, bowiem oprócz miłości, małżonków wiąże również odpowiedzialność, szacunek, troska i ogromna odpowiedzialność.

Gdy zaś dwoje ludzi jest tak silnie ze sobą związanych, nie ma przeszkód, których nie można pokonać. Paradoksalnie małżeństwo z kaleką jest dużo łatwiejsze niż, z alkoholikiem, narkomanem lub amatorem domowej przemocy.

A z resztą nikt z nas nie wie, czy wózek inwalidzki nie będzie w przyszłości naszym jedynym środkiem transportu. Zanim więc zakwalifikujemy osoby niepełnosprawne do ludzi drugiej kategorii, spójrzmy na nich jak na „zdrowych inaczej”.

Źródło zdjęcia: disaboom.com via Sandra on Pinterest

reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here