Moja córka narkomanka

0
669

narkomanka

Jak ja wychowałam córkę?

Gdy poznałam Elżbietę, uważałam, że jest idealną matką, niezwykle zaradną i pewną siebie kobietą. Pracowała w miejscowej komendzie Policji jako specjalistka od poszukiwań. Prywatnie była żoną byłego alkoholika, matką osiemnastoletniej Asi i piętnastoletniego Pawła. To ona utrzymywała rodzinę, to ona dbała o dom, to ona pilnowała, by mąż Zdzisław regularnie uczęszczał na spotkania AA. Była filarem całej rodziny.
Z każdej sytuacji zawsze znalazła rozsądne wyjście. Gdy Asia poznała Tomka, syna miejscowych lekarzy, Elżbieta była bardzo szczęśliwa. Wiedziała, że to dobra rodzina, szanowana w rodzinnej miejscowości. Jej szczęście jednak nie trwało krótko. Najpierw koledzy z pracy uświadomili, że chłopak jej córki jest narkomanem, a później Asia oświadczyła, że jest w ciąży.

Elżbieta bała się o córkę. Chłopak narkoman i nagła wiadomość o ciąży zupełnie wytrąciły ją z równowagi. Tym razem wyjątkowo nie wiedziała, co robić. Z resztą nawet nie musiała. Córka oświadczyła, że chce wyjść za mąż za Tomka.
Wkrótce odbyło się huczne wesele, podczas którego Ela bacznie przyglądała się zięciowi. Chłopak sprawiał bardzo dobre wrażenie. Miała nadzieję, że może ostrzeżenia kolegów z pracy były lekko na wyrost, a Tomek miał wyłącznie epizodyczny kontakt z narkotykami. Po ślubie młodzi zamieszkali w ładnym mieszkaniu kupionym przez rodziców Tomasza. Po pięciu miesiącach urodziła się jej wnuczka Michalina, a po kolejnych dwóch latach wnuk Michał. Ela była szczęśliwa. Nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Pewnego dnia zadzwonił do Elżbiety zięć, szukając usilnie Asi, która nie wróciła do domu na noc.

Ela zaczęła wypytywać Tomka, dokąd i kiedy Asia wyszła z domu. To, co usłyszała, brzmiało jak oskarżenie. Zięć miał pretensje o brak wychowania Asi i brak przygotowania do roli matki i żony. Okazało się, że córka Eli od kilku miesięcy uzależniona jest od środków odurzających.

Wszystko się zmieni, będzie dobrze.

Elżbieta zajęła się wnukami. Asia wróciła do domu po pięciu dniach. Brudna, blada, zmęczona. Nie tłumaczyła się, nie mówiła, gdzie była. Na każde pytanie matki i męża, odwracała głowę i płakała. Dzieci wróciły do domu. Po miesiącu sytuacja się powtórzyła. Asia wyszła z domu i wróciła po tygodniu. Tomasz żądał wyjaśnień, Ela prosiła córkę, by ta skończyła z narkotykami. Asia błagała męża o ostatnią szansę a matce obiecała, że to był ostatni raz.
Niestety sytuacja się powtarzała. Elżbieta zaczęła bronić córkę przed jej mężem. Oskarżała Tomka, że to jego wina, że to on sprowadził Asie na złą drogę, że to on przyniósł do domu pierwsze narkotyki. Podświadomie czuła, że córka się zmieni.

Niestety tak się nie stało. Tomek wyprowadził się z dziećmi do swoich rodziców. Ela straciła kontakt z wnukami. Straciła też panowanie nad córką. Prosiła, by ta wprowadziła się do niej. Niestety Asia wyjechała, a usilne poszukiwania Eli były bezskuteczne. Córka wróciła po miesiącu. Była w strasznym stanie, wychudzona, szara, brudna. Nie pytała o dzieci, o męża. Elżbieta przyjęła ją jak zwykle z płaczem, ale i nadzieją, że to może już ostatni raz. Myślała, że córka sięgnęła dna, od którego się teraz odbije i wszystko wróci do normy. Ale nie wróciło.

Asia wyszła po zakupy i nie było jej przez 4 miesiące.

Gdy wróciła, drzwi do domu matki były zamknięte. Mąż również ich nie otworzył. Joanna nie miała domu. To właśnie ten moment stał się punktem zwrotnym w autoterapii Asi. Zrozumiała, w którym kierunku zmierza jej postępowanie. Szukanie noclegu na dworcu i żebranie o jedzenie było dnem, od którego Asia zaczęła się odbijać. Sama zgłosiła się do szpitala. Została skierowana do właściwego ośrodka. Terapia była długa, trudna ale zakończona sukcesem.
Po kilku miesiącach do drzwi pukała już zupełnie inna osoba. Skruszona i przepraszająca wróciła na łono rodziny. Udało się odbudować dobre stosunki z mężem, rodzicami i teściami. Jej dzieci odzyskały kochaną mamę.

Czy to moja wina?

Wydając na świat dziecko, wyobrażamy sobie, jakie będzie ładne i mądre. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że jego los będzie okrutny, że dziecko zejdzie na tzw. złą drogę. Gdy jednak nasze wyobrażenia o losie dziecka mijają się z rzeczywistością, zaczynamy szukać winnych tego stanu. Najczęściej winni są koledzy, środowisko, szkoła. Dopiero na końcu zaczynamy obwiniać o błędy wychowawcze siebie. Czy jednak jesteśmy w stanie ich uniknąć?
Psychologowie przekonują, że błędem rodziców jest nadmierna opiekuńczość. Wówczas dzieci zmęczone ciągłym układaniem im życia przez rodziców, szukają swojej drogi życia. Niestety brak doświadczenia i niedojrzałość rzuca je na rozmaite ścieżki. Czasem sprowadza na złą drogę, czasem każe sięgnąć po narkotyki.
Jeśli rodzice w dalszym ciągu trzymają nad dziećmi parasol ochronny i za każdym razem otwierają drzwi „naćpanym” pociechom, te nigdy nie poczują, że tracą spokojną przystań.Paradoksalnie zamknięcie przed nosem drzwi, może zapobiec dalszemu popadaniu w nałóg. Oby jednak nie zamknąć ich zbyt późno.

reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here